[Jak oni mówią?] Jarosław Wałęsa

W debacie zorganizowanej przez TOK FM Jarosław Wałęsa mówił dużo. Z zaangażowaniem przedstawiał swój punkt widzenia, wchodził w ciekawe interakcje z kontrkandydatami, często przywołując szerszy kontekst polityczny. Co charakteryzuje jego wypowiedzi?Komunikaty przedstawione przez Wałęsę są często chaotyczne, mało spójne, brak im logicznego porządku, nie wspominając już o stosowaniu zasad poprawnej polszczyzny. Wałęsa mówi zbyt szybko, czasem niewyraźnie; w zeszły poniedziałek często zapominał nie tylko o mikrofonie (na co zresztą wielokrotnie zwracała uwagę moderatorka spotkania), ale również o słuchaczach – nie zdając sobie być może sprawy, że (jak twierdzi profesor Art Wingfield z Brandeis University) o sprawnym odbiorze komunikatów mówionych kompetencje nadawcy decydują czasem w większym stopniu niż wiedza czy skupienie odbiorcy.

Niech poniższy cytat posłuży jako materiał do namysłu nad ekonomią wypowiedzi:

„Jeżeli chodzi o meliorację i odprowadzanie tych wód opadowych, to jest problem bardzo ważny, ale to nie politycy będą [dbali?] o te konkretne techniczne [MW: „Do mikrofonu”] naukowe przygotowania do tego, jak sprostać tym wyzwaniom. Politycy mogą jedynie ustanowić to jako jeden z priorytetów, a to że jest to temat ważny w Gdańsku, to wszyscy o tym wiemy, bo to dotyczy problemu wszystkich dzielnic, nie tylko Oruni, nie tylko Głównego Miasta, nie tylko górnego tarasu, wszystkie, w zasadzie w każdej dzielnicy, gdzie odbywam spotkania, słyszę w zasadzie to samo. Politycy… to od nas, od przyszłego prezydenta będzie zależało, żeby ustalić to jako jeden z priorytetów, są na to odpowiednie pieniądze w budżecie, ale to już naukowcy i urzędnicy, którzy mają techniczne zaplecze, powinni opracować konkretne rozwiązania w tej sprawie”.

W sekwencji złożonej z ponad 120 słów Wałęsa stara się powiedzieć mniej więcej tyle: „Gospodarka wodna to ważny problem, którym politycy i naukowcy zajmować się będą wspólnie – dla dobra całego miasta”.

Najbardziej osobliwy mówca XXI wieku, Donald Trump, udowodnił nie raz, że przy pomocy krótkich, prostych komunikatów można porwać tłumy nawet wówczas, gdy propozycjom brakuje jakości. Wałęsa, jak Trump, nie sili się na leksykalne popisy. Czy gdański kandydat robi to jednak w pełni świadomie? Wydaje się, że wątła argumentacja pełna błędów językowych, tautologii i potknięć logicznych („melioracja i odprowadzanie (…) wód opadowych”, „to od nas, przyszłego prezydenta”, „techniczne naukowe przygotowania”, itp.) to nie przejaw wypracowanego stylu, lecz efekt oratorskiej improwizacji. Do maestrii – czy to w konwencji tradycyjnej, czy „trumpowskiej” przedziwnej retoryce – dużo Wałęsie brakuje.

A przecież można nad tym pracować! Podobnie jak nad dźwiękową stroną wypowiedzi. Mówiąc o stadionie, Wałęsa używa przymiotnika „wspaniały” w taki sposób, że słuchacz zaczyna się zastanawiać, czy kandydat umniejsza znaczenie kolejnej z inicjatyw, czy wyraża szczery podziw. Jest to kwestia wymowy, czyli rzecz kluczowa dla spotkań organizowanych i transmitowanych przez TOK FM. Z intonacją często bywa tak, jak z mistrzem drugiego planu – może ukraść nam „show”.

Niewerbalna strona komunikacji stanowi dla Wałęsy spore wyzwanie również na poziomie „mowy ciała”. Wycofanie i zasępiona czy zamyślona mina są dobre na chwilę, na dłuższą metę potęgują wrażenie, że kandydat odczuwa silny dyskomfort. Z kolei badawcze rozglądanie się po sali lub całkowicie spuszczony wzrok dają do zrozumienia, że lekceważy się rozmówcę, a w tym wypadku kontrkandydatów. Zdaje się też być zdenerwowany, o czym może świadczyć „bawienie się” długopisem. Wałęsa rzadko się uśmiecha. Dość energicznie oklaskuje za to niektóre wypowiedzi kontrkandydatów. Nie waha się też werbalizować uwag dotyczących przebiegu debaty (strofuje prowadzącą: „Bardzo proszę, żeby te wszystkie problemy naszej dzisiejszej dyskusji były moderowane przez panią”) oraz samych zebranych, w szczególności Płażyńskiego (bywa kąśliwy: „No co Pan takiego zrobił?”, „Pana rząd niszczy polskie lasy”).

W wykonaniu Jarosława Wałęsy debata prezydencka to potyczka z samym sobą. Emocjonalny ładunek wielu wypowiedzi przedstawionych w zeszłym tygodniu każe przypuszczać, że kandydat jest człowiekiem bardzo zaangażowanym, skupionym i poważnie traktuje swoje obowiązki. Nie wydaje się jednak, by język był jego ulubionym narzędziem.